Kontownia

Spreading happiness across the globe

Wpis (naprawdę) od czapy #3 – Drugi wystrzał Aurory

Tyle ostatnio mówi się o ACTA, że i ja poświęcę temu wpis, chociaż nie mam zamiaru nikogo przekonywać do swoich racji, gdyż w mojej głowie nie zagnieździły się wcale pomysły na rozsupłanie tego węzła gordyjskiego (zresztą, nawet jeśli – to kogo to będzie obchodzić?). Dwa artykuły na ten temat poruszyły jednak moje czułe struny. Pierwszy pochodzi z internetowego wydania międzynarodowego Spiegla, w którym historyk ekonomii na przykładzie XIX-wiecznych Niemiec dowodzi, iż brak praw autorskich przyczynił się do tamtejszego cudu gospodarczego. Tak się składa, iż zrobiłem skrót tego tekstu z myślą o Ryjoksiążce, toteż wrzucam go z myślą o tych, którzy nie mają zamiaru czytać całości.

„Skąd wziął się „naród poetów i myślicieli”, którego istnienie optymistycznie ogłosił Wolfgang Menzel? Höffner [historyk] jest przekonany, że ten entuzjazm to nie zasługa ślepego losu zsyłającego Niemcom Goethego czy Schillera, ale dostęp do ogromnej w jego czasach ilości książek. I podaje przykłady. Rynek wydawniczy był wówczas dziesięć razy większy w Niemczech niż w Anglii, w której przestrzeganie praw autorskich zaczęto egzekwować począwszy od 1710 roku. Na Wyspach ponadto czytanie było domeną ludzi zamożnych, co — uważa Höffner — spętało rozwój wiedzy.

Tymczasem udostępnienie książek szerokim masom dzięki tanim przedrukom położyło fundament pod Gründerzeit, okres, który zapoczątkował metamorfozę Niemiec ze stosunkowo zacofanego państwa rolniczego w mocarstwo mogące stawić czoło brytyjskiej potędze, wydając przy tym takich ludzi jak Alfred Krupp czy Werner von Siemens. Ale radosne, niczym nieskrępowane rozprzestrzenianie wiedzy nie mogło trwać wiecznie. Lata 40. XIX wieku wiązały się również z wejściem w życie prawa na wzór brytyjskiego regulującego te kwestie, choć ze względu na strukturę niemieckiej państwowości początkowo trudno było o jego realizację. Apetyt na książki wciąż był silny, jednak Höffner podaje znamienny przykład niezadowolenia. Heinrich Heine, poeta, dziennikarz, krytyk literacki, tak pisał do swojego wydawcy Juliusa Campe: „W związku z wysokimi cenami jakie ustaliliście, nie spodziewam się dodruku mojej książki w dającym się przewidzieć czasie. Musicie obniżyć cenę, drogi Campe, w przeciwnym wypadku będę się musiał zastanowić nad moją naiwnością w kwestii spraw materialnych”.

Po tej lekturze chcę objaśnić, iż nie jestem zwolennikiem zniesienia praw autorskich. Złożenie na ręce ludzi dzieł kultury — przeszłych i przyszłych — brzmi idealistycznie, romantycznie, fajnie, ale jawi się to tylko jako ideał, który nie będzie miał racji bytu. Taki kopernikański przewrót w tej dziedzinie miałby zresztą skutki odwrotne od zamierzonych (tak sądzę) – twórców prędzej by zniechęcił do działania. Potencjalny twórca bez nawet mglistej perspektywy zarobku, bez mecenatu, nie będzie tworzył sztuki, zostanie raczej przy swoich mało ambitnych, lecz dających jakiś zarobek współczesnych zajęciach: pisaniu artykułów do lokalnej gazety, parzeniu kawy, kserowaniu dokumentów, czy tonięciu w arkuszach kalkulacyjnych. Po głowie pałęta mi się też brzydka myśl, że poszkodowani posiadacze własności intelektualnych powinni mieć mimo wszystko możliwość dochodzenia swoich praw, choćby dlatego, że cholera mnie bierze, kiedy ktoś, kto za coś nie zapłacił, jakby tego było mało położył jeszcze na tym łapy przede mną.

Lecz tu z hukiem wbija się argument przedstawiony dziś na łamach Gazety Wyborczej, po którym ostatnie zdanie poprzedniego akapitu nie powinno się w ogóle pojawić. Autor stawia arcyciekawą tezę wedle której to internet, a w nim dostęp do dóbr kultury, sprawia, że chora konstrukcja obecnego rynku pracy jeszcze się nie zawaliła. Piractwo to lek uśmierzający egzystencjalne bóle, pisze. Finansiści i chciwi szefowie nie wiszą jeszcze na drzewach i latarniach, bo ich klienci/podwładni mogą sobie w zaciszu domowym obejrzeć kolejny odcinek ulubionego serialu lecząc skołatane nerwy. Nielegalnie, ale za darmo, i za w ten sposób zaoszczędzone pieniądze kupią coś naprawdę do życia niezbędnego. I jak moje sumienie może nie protestować? Też potrzebowałem takich środków przeciwbólowych nie raz. Gdybyśmy chcieli czytać, słuchać, oglądać i grać we wszystko co nas interesuje, to nieuchronnie żarlibyśmy trawę, ale bez takich rozrywek przecież też żyć się nie da (że niby jest telewizja? lol) – musielibyśmy brać szarość żywota z pocałowaniem w rękę. Samemu zdarzało mi się uczestniczyć w tym procederze i prawdą wyraźniejszą niż kiedykolwiek jest, że wszyscy dokładają swoją wartościową cegiełkę: zarówno ci co płacą, jak i ci co nie płacą. Ci ostatni przynajmniej dopóki, dopóty starają się postępować uczciwie, tzn. wspomagają ulubionych twórców, gdy już przekonają się do ich umiejętności.

Nie mam aspiracji do ponownego odkrywania Ameryki stąd kilka tych niezbyt odkrywczych zdań. I, jak raczyłem wspomnieć na samym wstępie, nie posiadam też gnozy pozwalającej mi widzieć to, czego nie widzą inni, i znaleźć wyjście z tej mocno pokręconej sytuacji. Wiem teraz tylko lepiej niż jeszcze jakiś czas temu, że ten sam wiatr co zwykle wieje silniej i — choć z coraz wyraźniejszymi ostatnio oporami — pcha nas w jakimś bardzo niepokojącym kierunku. Jeśli wprowadzenie ACTA w życie miałoby być niczym wystrzał Aurory (nie moje to porównanie swoją drogą) to może by tak na nie pozwolić? W końcu nikt — ani koncerny, ani politycy — do tego czasu nie podejmą refleksji nad swoim postępowaniem.

Styczeń 27, 2012 Posted by | Prywata | 5 komentarzy

Wpis od czapy #2

Dzisiejszy wpis od czapy poświęcimy na małą refleksję odnośnie myślenia życzeniowego i stosunku do plotek. Przyjrzymy się dwóm przykładom z ostatniego czasu.

1) Kilka dni temu serwisami growymi wstrząsnęła informacja, że Rocksteady, twórcy ostatnich Batmanów wydanych na PS360, zamierzają zrobić grę na licencji Teenage Mutant Ninja Turtles. Informację podał na swojej stronie niejaki Paul Gale, którego — przepraszam za uszczypliwość — narcyzm przebija chyba poziom 9000 (pamiętam jak niedawno łaskawie zaakceptował istnienie NeoGAF). O Pawle dość głośno było już jakiś czas temu i tamto wydarzenie powinno dać do myślenia także i przy tej okazji. Jesienią ogłosił on bowiem, że w ciągu krótkiego czasu ogłoszony zostanie jakiś megaton na wyłączność dla PS3 i zamieścił trzy zdjęcia mające dać podpowiedź co nas czeka. Pamiętam, że w tamtym czasie głośno było o nowej grze Hideo Kojimy, ale nic z tego nie wyszło. Żaden megaton nie został zapowiedziany, ale szanowny autor ujawnił potem, że chodziło mu o ten klon Super Smash Bros. (swoją drogą – zły pomysł Sony, bo nie ma tak znanych i charyzmatycznych postaci), co do którego istnieją podejrzenia, iż faktycznie istnieje, ale objaśnienia Gale’a dotyczące zdjęć są tak mało wiarygodne, że zastanawiam się za kogo ma swoich czytelników. Przecież pisał wyraźnie – zapowiedź. Gdzie była ta zapowiedź? Nikt nie potwierdził oficjalnie istnienia takiego tytułu, nie ma żadnego screena, filmu, więc czemu od razu nie napisał wprost o co mu chodzi i zamiast tego bawił się w jakieś podchody?

2) Drugi przypadek to już wczorajsza informacja o przestarzałych bebechach nowego Xboksa podana przez IGN. Wg tego co piszą konsola będzie wydajniejsza od Wii U raptem o jakieś 20%. Szok, Xboty nie wierzą. Ale dlaczego? IGN jest generalnie badziewnym serwisem, ale to różni ich od byle bloga, że raczej nie opublikują każdej pogłoski jaka im się trafi. Że tech dema Wii U w zeszłym roku nie powalały, a w takim razie powinny? Przecież nie wiemy kiedy developerzy dostali dev-kity, nie pokazano chyba żadnej gry działającej na sprzęcie. Jeśli mnie pamięć nie myli — a chyba nie myli — jakiś pracownik THQ powiedział podczas E3, lub niedługo potem, że nowa konsola Nintendo jest wyraźnie silniejsza od PS3. Poza tym powiedzmy sobie szczerze – Microsoft po sukcesie Kinecta i wielu wypowiedziach developerów oraz wydawców sceptycznych co do bezsensownego koksania specyfikacji może nie chcieć bawić się w wyścigi zbrojeń.

I tak gdzieś na drugim biegunie jest to nieszczęsne PS4. Kilka dni temu świat obiegła informacja, jakoby Naughty Dog szukało ludzi do pracy nad modelami złożonymi z miliona polygonów. Nie wiadomo o co tak naprawdę chodzi, ale zastanówmy się: modele na PS2 składały się z ilu polygonów? Maksymalnie kilku tysięcy? Uncharted 2 (albo 3) to z kolei 30,000. Jakim to cudem czekałby nas taki skok jakościowy? Przecież oprócz samych postaci z [Dr. Evil] z miliona polygonów [/Dr.Evil] konsola musiałaby jeszcze poradzić sobie z jakimś otoczeniem, co nie? Ale zakładając na chwilę, że to prawda. Ile kosztowałby następca PS3? Kto robiłby na to gry, zwłaszcza, jeśli plotki o specyfikach platform N i M się potwierdzą?

I kto decyduje jakie plotki są wiarygodne?

Styczeń 25, 2012 Posted by | Gejming żurnalizm | 1 komentarz

Pyrrusowe zwycięstwo Zachodu

Nie tak dawna, bo przeprowadzana pod koniec zeszłego roku na forum PSX dyskusja o infantylizmie w chińskich gierkach wyewoluowała po pewnym czasie w wymianę poglądów o tamtejszej branży, gdyż — jak powszechnie wiadomo — ta jest na skraju przepaści i tylko Zachód niosący kaganek oświaty może ją wspaniałomyślnie uratować. Stojąc wówczas po stronie dobra i sprawiedliwości postanowiłem wyrazić swój pogląd, który dla Was nie będzie pewnie niczym nowym, ale posłuży on za ilustrację omawianego zagadnienia. Bo fajnie jest mieć rację – ot, po prostu.

[Ja] „(…) Zabawne w tej całej sytuacji jest to, że tak naprawdę to Zachód podąża w tej chwili ślepą uliczką. Swoim niezdrowym modelem biznesowym sam kręci na siebie bat. Dlatego to tamtejsze studia padają, nie japońskie.”

Fajnie jest mieć rację, a jeszcze fajniej, gdy prawda za nią stojąca jest tak dobitna. Użytkownicy NeoGAF przed paroma dniami sporządzili listę studiów, które zamknięto od 2006 roku, czyli od czasu rozpoczęcia na dobre obecnej konsolowej generacji. I mein gott, czegoś takiego nie spodziewałem się nawet ja. Owa lista liczy sobie jakieś 120 pozycji, japońskie studia to natomiast:

- Cing
- Clover
- Flight Plan
- Gaia
- Game Republic
- Ninja Studio
- Nihon Telenet

I to chyba wszystko. Hudson nie liczyłem, tak naprawdę nie wiem czy Clover powinno tam być (nie znam za dobrze kulisów ich rozwiązania), Nihon Telenet usychało od wieków, a Game Republic padło chyba przede wszystkim przez dziwne interesy Yoshikiego Okamoto.

Doom and gloom!

Styczeń 23, 2012 Posted by | Prywata | 8 komentarzy

Update #2: Resident Evil 6 już jest!

Prawdopodobnie nie będę online w chwili zapowiedzi, więc nabazgram coś teraz. Ilość plotek i ich podobny wydźwięk pozwalają sądzić, że coś jest ewidentnie na rzeczy.

Jak pisze choćby IGN, głównymi bohaterami będą tym razem Chris Redfield i Leon S. Kennedy, których historie mają się przeplatać w scenariuszu. Obaj posiadać będą ponadto niezidentyfikowanych partnerów. Pojawi się także trzecia postać oraz Ada Wong, której wątek dostępny będzie po przejściu historii Chrisa i Leona.

Zgodnie z wcześniej publikowanymi plotkami akcja trafi do Chin i w inne rejony świata. Za produkcję odpowiada japońska macierz Capcomu (na szczęście), a rozmach z jakim powstaje RE6 ma być największy w historii całej serii. Twórcy planują także połączyć cechy części czwartej i piątej, szukając złotego środka między „akcją” a „horrorem”. Premierę przewidziano na 20 XI bieżącego roku.

Dla mnie brzmi to na razie lepiej niż dobrze! Nie będę płakał, że „znowu Chris i Leon” i ograniczę się do wyrażenia nadziej, iż te poszczególne scenariusze — jeśli to w ogóle prawda — nie trwają ok. 5 godzin (chociaż może za dużo wymagam przy takim podejściu jakie rzekomo ma być nam zaserwowane).

UPDATE: Jak miło, że się załapałem!

Wygląda dobrze tak mi się zdaje. Leon tylko jakby jakiś inny.

UPDATE #2: Eiichiro Sasaki reżyserem RE6. Odważny ruch Capcomu, zważywszy na nie za duże doświadczenie (tylko dwie części RE Outbreak?). No, ale nie zawsze musi to być coś złego.

Styczeń 19, 2012 Posted by | Capcom, PS3, Xbox 360 | 3 komentarzy

Czy tak nie byłoby lepiej?

Czy nie byłoby lepiej, gdyby PlayStation 4 w ogóle nie powstało? Takie pytanie zacząłem sobie stawiać po dzisiejszych informacjach serwisu IndustryGamers, który przytaczał wypowiedź przedstawicielki Gaikai, firmy zajmującej się technologią chmury na użytek gamingu, o tym, że jeden z producentów konsol wycofa się z wyścigu i będzie to wielkie wydarzenie podczas tegorocznego E3.

Niestety, Hirai na łamach Bloomberg tak jakby zdementował już te informacje, ale idea wciąż pozostaje żywa. Nie musicie się ze mną zgadzać, jednak dla mnie byłoby to prawdziwe wybawienie. Ostateczne starcie – Wschód kontra Zachód, Nintendo kontra Microsoft, sprzęty będące kwintesencją obu mentalności, wszystkie jajka do jednego koszyka, wielkie wybawienie, brak dylematów i ratunek tysięcy złotówek. Po E3 2011 zacząłem się zastanawiać czym szczególnym różni się Sony od MS i do dzisiaj odbijam się od ściany, bo wychodzi na to, że szczególnie niczym. Czym będzie różnić się PS4 od X720 w dobie lawinowo rosnących kosztów produkcji? Paroma rocznie grami od developerów 1st party? Chyba.

Styczeń 11, 2012 Posted by | Industry | 5 komentarzy

MediEvil 3 nie będzie! – i mówię to ja

A kiedyś PSM (nie mylić z OPM) podawał plotkę, że MediEvil 3 powstaje na PS3. Cóż, pismo to ma raczej niewielką wiarygodność (ostatnio pisali że PS4 będzie silniejsze od X720) i dzisiaj przychodzi kolejny dowód na potwierdzenie tej tezy – GamesIndustry.biz podało informację o zamknięciu BigBig Studios i restrukturyzacji Sony Cambridge.

Sony komentuje tę decyzję w ten sposób, iż koncentracja na innych studiach realizujących obecnie „ekscytujące projekty” da im lepszą pozycję, jeśli chodzi o możliwość dostarczenia graczom oferty najatrakcyjniejszej z możliwych. Czyli: nie mamy kasy na pomniejsze przedsięwzięcia, cała para idzie w bezpieczne IP i odtwórcze pomysły. Szkoda, że nie myślano o tym, gdy ludzi z BigBig (twórców m.in. oferowanego niedawno za darmo w ramach zadośćuczynienia za awarię PSN Pursuit Force i powstającego na Vite Little Deviants) werbowano do SCE Worldwide Studios stosunkowo niedawno, bo w 2007 roku.

Co do restrukturyzacji Sony Cambridge (eufemizm na zwolnienia rzecz jasna), to będą oni ściślej współpracować z Guerilla nad grą z serii Killzone przeznaczoną na Vite. Jeśli to oznacza zrobienie ME3 na PS3 (albo PS4) to gratuluję optymizmu. Ta seria nie żyje (lol), niestety.

PS. Ueda – check, BigBig Studios – check, Cambridge – check; czekam na więcej niespodzianek i zapewnienia Trettona na E3, że marka PlayStation nigdy nie miała się lepiej!
PS2. Miało być pozytywniej. Duh!

Styczeń 10, 2012 Posted by | Industry | 1 komentarz

UPDATE: Little Tail Bronx może żyć wiecznie!

Little Tail Bronx to świat w którym rozgrywa się akcja Tail Concerto i wydanego w Europie w zeszłym roku Solatorobo. Ta druga gra doczekała się w ten weekend imprezy dla fanów, na której szef CyberConnect2, Hiroshi Matsuyama, prosił o dalsze wsparcie dla tego uniwersum.

„Bez waszego wsparcia nie zrobimy nic, lecz działa to też w drugą stronę – z waszym wsparciem możemy zrobić wszystko. Mam nadzieję, że w nieodległej przyszłości powitam was w Little Tail Bronx ponownie, choć nie wiem jeszcze za sprawą jakiego medium. Dzięki wam LTB może żyć wiecznie!”

Matsuyama podziękował też Bandai Namco za pomoc w zorganizowaniu imprezy, gdyż — jak podkreśla — sam developer nie byłby w stanie temu podołać.

Tu powinniśmy teraz wrzucić fragment poświęcony Strelka Stories, być może kolejnej gry (?) rozgrywającej się w LTB. Według wcześniejszych wypowiedzi będzie to produkcja dla „dorosłych, którzy kiedyś byli młodzi”, w przeciwieństwie do Solatorobo kierowanego do „młodzieży”. Z październikowego wywiadu z Matsuyamą zamieszczonego na Gamasutrze wynika z kolei, iż projekt powstaje z okazji 15-lecia istnienia studia i nie podpisano jeszcze żadnych umów z wydawcą. Jest tylko jeden problem: 15. urodziny CC2 obchodziło w zeszłym roku…

Relacja Famitsu.com: link

UPDATE: Hiroshi Matsuyama udzielił także wywiadu serwisowi 4Gamer, który gościł na opisywanej powyżej imprezie. Powiedział w nim, że na następny projekt nie trzeba będzie czekać 10 lat (nawiązując tym samym do przerwy jaka dzieliła Tail Concerto i Solatorobo) oraz oznajmił, iż prace posuwają się cały czas naprzód, nawet w czasie udzielania przez niego tej wypowiedzi.

Żeby to tylko nie był film! Żeby to tylko nie był film!

Styczeń 8, 2012 Posted by | CyberConnect2 | Dodaj komentarz

Final Fantasy X HD to (chyba) nie remake

Pamiętacie te doniesienia na podstawie wypowiedzi Yoshinoriego Kitase z jakiegoś niemieckiego magazynu, że w przypadku „remake’u”, czyli Final Fantasy X HD, będzie się starał zachować jakość oryginału? Otóż okazuje się, że powiedział coś zgoła innego. Określenie jakiego użył to „nowa wersja”, co raczej robi sporą różnicę.

W sumie nie wiem jak można było spartolić tłumaczenie czegoś tak prostego, ale postanowiłem, że poinformuję o tym, bo sprostowań nigdzie się pewnie nie doczekacie. Wprawdzie słowa Kitase wciąż nie wykluczają, że będzie to coś więcej niż podbita rozdzielczość i trofea (niektórzy biorą np. pod uwagę nowe tłumaczenie ze względu na niejednoznaczne wypowiedzi Alexandra Smitha), ale w kontekście powyższego lepiej się na nic więcej nie napalać.

Styczeń 3, 2012 Posted by | Gejming żurnalizm | 9 komentarzy

Wpis od czapy #2

W moim tekście podsumowującym bieżący rok zapomniałem wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy, która podnosi mi ciśnienie, tj. o rozhisteryzowanych tłumach samozwańczych lub prawdziwych niemal zawsze mylących się analityków. Komentarze do sprzedaży Vity właśnie mi to uświadomiły.

Zadziwiające jest dla mnie jak łatwo komentatorzy (też prawdziwi i samozwańczy, chociaż w istocie nie ma między nimi różnicy) zmieniają zdanie. Od peanów na cześć decyzji o cenie Vity, do — jak to już kilkukrotnie ujęto — rzekomej „arogancji” Sony. Minął zaledwie tydzień i konsola, która wg ekspertów nawiązywała do nowej „rasy panów, smartfonów, i była za to chwalona, staje się wrzodem na tyłku japońskiego koncernu i potwierdzeniem poglądu o zmierzchu handheldów. Och, cóż za burza sprzecznych uczuć w tak krótkim okresie czasu.

Faktycznie, po pierwszym bardzo dobrym tygodniu, drugi pozostawia, well, trochę do życzenia (spadek z 320 tys. do ponad 70 tys.), ale wyciąganie tak daleko idących wniosków zakrawa na żart. PS3 na przykład w pewnym momencie — i to przez długi czas — osiągało tygodniowe wyniki sprzedaży na poziomie kilku tysięcy, czyli będąc żywym trupem, a tymczasem dzisiaj niemalże w pojedynkę ciągnie w Japonii wyniki software’u tworzonego na platformy stacjonarne. O innych podobnych przykładach (np. PSP) nie wspominam. Czy naprawdę to nie wystarczający powód by póki co siedzieć cicho?

Vita na pewno ma pewne problemy jak choćby to, że Sony wymaga od graczy kupna nietanich kart pamięci i że konsola nie ma w zanadrzu gier potrafiących sprzedawać sprzęt. Rozwiązanie tego pierwszego problemu jest proste – zaoferować bundle pack z niewielką kartą, która przyda się przynajmniej do zapisywania save’ów (patrz: PSP). Gorzej jest z tą drugą kwestią. Jedynym tytułem zdolnym wzbudzić szerszą ekscytację jest Final Fantasy X, ale nawet jeśli będzie to coś więcej niż re-edycja HD, a chyba są na to szanse zważywszy na najnowsze wypowiedzi Y. Kitase, to ludzie będą woleli raczej grać na swoich telewizorach, po bożemu. Zanim na półkach sklepowych zmaterializuje się natomiast reszta musisz-mieciów, jeśli takowe w ogóle powstają, minie jeszcze sporo czasu. Sony powinno zatem robić to, co robi Nintendo – osobiście zachęcać niezależnych developerów do tworzenia gier na ich konsolę (mniejsza o to w jaki sposób).

Nie jest wg mnie jakimś wielkim problemem cena samych gier. Jeśli polityka cenowa będzie miała sens, tzn. gry będą wyceniane zgodnie z ich zawartością, to nie powinno być źle. Nie rozumiem argumentacji typu „nie wydam 50$ na na grę z konsoli przenośnej, ale wydam 60$ na grę z kilkugodzinnym singlem i multiplayerem na PS3″. Problemem jest tu raczej to, że gry tak w ogóle są za drogie, nie chodzi bynajmniej o ich kompleksowość, gdyż ta w przypadku platform stacjonarnych i przenośnych stale się zaciera.

Zdaję sobie sprawę, że w przyszłości może być różnie, lecz podstawy mimo wszystko są solidne (cena konsoli jest np. oparta jak dla mnie na racjonalnych przesłankach, chociaż w Polsce do głosu dochodzi jeszcze słaba złotówka), toteż tworzenie analiz zapowiadających armagedon jest czymś, co powinno od początku być wykpione. Zwłaszcza, iż w przypadku 3DS’a kompletnie się one nie sprawdziły. Przypomnijcie mi zatem, dlaczego doświadczeni gracze i media branżowe na poważnie biorą np. to ostatnie dzieło Forbesa? Grono eksperckie wciąż zapomina, że piszą o branży, w której akurat o sukcesie wciąż w dużym stopniu decyduje satysfakcja z rozrywki, a nie ściganie, kto jest bardziej próżnym bubkiem (ehem, ehem).

Grudzień 30, 2011 Posted by | Prywata, PS Vita | 1 komentarz

Pierwsza nie-japońska recenzja FFXIII-2

Było wrzucane na forum PE, ale tam większym zainteresowaniem cieszył się filmik, który z punktu widzenia jego autorów miał być chyba zabawny.

Otóż, jak się okazuje, francuski serwis Gamekult zamieścił (bodaj) pierwszą nie-japońską recenzję Final Fantasy XIII-2, a że jest ona po mojej myśli (he he) to chciałem podzielić się dobrą nowiną z innymi. Autor tekstu wystawił 8/10 i choć nie mam zamiaru udawać, że „ojej, zawsze lubiłem Gamekult” to wiem z grubsza co to za strona, wiem, że recenzuje importy, wiem, że ma autorów znających język i wreszcie wiem, że system ocen jest tam dość surowy.

Zażartowałbym o trawie, ale to już oklepane

Recenzja zwraca uwagę na przywary FFXIII i zapewnia, że nie mają one tutaj racji bytu. Choć XIII-2 potrzebuje kilku godzin, by się rozpędzić, to potem nie odpuszcza aż do samego końca. Gra oferuje ciekawy scenariusz zwieńczony „epicką” walką, ciekawą i dobrze zrealizowaną koncepcję równoległych światów, sprawdzający się system kaptowania i rozwijania potworów oraz szereg wielu zróżnicowanych subquestów. Jako minusy podano początkowo niewysoki poziom trudności, odwiedzanie tych samych lokacji a także zwrócono uwagę, iż wybory odpowiedzi nie mają żadnego przełożenia na grę. Gamekult stawia ponadto odważną tezę, że FFXIII-2 to nie tylko przyzwoity tytuł, ale i powrót do złotego czasu jRPG panującego w końcówce lat 90-ych. Odświeża swój gatunek, jak czytamy, inteligentnie i bez kompleksów, stanowiąc dobry kierunek dla japońskich gier tak w ogóle (z wyjątkiem dlc, które uznano za szkodliwy wpływ Zachodu).

PS. Screeny zajumane właśnie z Gamekult.

Grudzień 29, 2011 Posted by | PS3, Square Enix | 5 komentarzy

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.